Jak nikt uosabiał Kazimierz Michałowski odchodzących wspaniałych szlachciców. Osobowością górował nad zespołem współpracowników, a w rodzinie roztaczał atmosferę
jakby przeniesioną z Jesieni patriarchy. Władczy wizjoner, członek minionych Towarzystw Naukowych, uznawał, że gościa należy odprowadzić do granicy posiadłości.
Dużo fotografowałem, ale dopiero przy furtce zapisałem przemianę archeologa w egipską figurę o oczodołach wypełnionych hebanem.